Photobucket


15: 29
02 stycznia 2009
kom



jedni w sylwestra pili, drudzy tańczyli, trzeci spali. my w sylwestra żarlim. i było pysznie.
dziękuję Wszystkim za pamięć i życzenia. pozostałym życzę lepszej pamięci i dużo miłości. miłości nie za pieniądze(chociaż ich także życzę) i nie kosztem zdrowia-chociaż czasem może i warto. w każdym razie n a j l e p s z e g o albo s m a c z n e g o.





17: 32
03 stycznia 2009
kom



dalsza przygoda z grzebaniem w sieci zakończyła się tak:








23: 17
05 stycznia 2009
kom



tak. to jest coś co mnie zachwyciło. autentycznie. nawet zmotywowało, żeby zacząć robić. bo jak mawia znany mentor, przodownik środowisk pracy Artur Wyrzykowski "trzeba robić". więc robię.
i zaczęłam od czytania.
najpierw był Albert(and others), a potem z jego żebra wyszła Aline i inni.
po tej lekturze jestem przekonana, że Guy Delisle to MEGA MISTRZ i mam w dupie całą masę ujemnych komentarzy do jego twórczości.
fantastyczne oko. miła krecha i to jeszcze ładnie wydana. nigdy nie widziałam tak dobrze opowiedzianych niemych historii. i to historii, które momentami wydawały mi się całkiem moje, albo nieprawdopodobne jak wymysły mojego mistrza Topora(Rolanda). i to jest łał.
jestem zachwycona, oczarowana i zaniemówiona.
nie jestem specem od komiksów, ale mam nadzieję, że Wujek Sztybor popracuje nad tym defektem.
i wkrótce wykradnę mu całą kolekcję, by do końca swych dni przeczytać i wchłonąć wszystko co spoczywa na przeciążonych, sztyborowych półkach... :)


20: 54
08 stycznia 2009
kom



(...)przecież jest kryzys(...)
znowu nie dotarłam na poranne zajęcia (o losie!), ale: potańczyłam sobie salsę, NIE poszłam z Emi na zaległą(!) kawkę i obczaiłam w pociągu nową machinę(o piersiach, tudzież cyckach jest sporo-także szczególnie panom polecam).
okazało się też esemesem, że Panna Michałowska czytała Komiksowe brzemię powieści graficznej  Sztybora w krakowskim Splocie. nie mam pojęcia ile zboczonych wulgaryzmów i porównań tam użył, bo jeszcze nie czytałam, ale po cichu liczę, że może(chociaż oni) nie zerwą z nim współpracy :)
byliśmy też na kebabie, gdzie odwiedziło nas trio kolędników(niemalże z Belleville). kostiumy mieli całkiem "pro", a anioł nawet nie miał zębów! no bo przecież anioły nie mają zębów, nie? pewnie zbierali na wódkę, bo o campari ich nie podejrzewam. przy okazji okazało się, że jestem PRZYGŁUCHA. serio. trochę mnie to peszy, nieco smuci, a czasem nawet bawi...
ale: podsumowując dzisiejszy dzień upłynął nam w klimacie żartów finansowych. i naprawdę było śmiesznie! w ramach kryzysu mój Konkubent został we robocie zredukowany, a żeby farsa była tłustsza, to za ostatnią wypłatę wybija sobie po królewsku na festiwal komiksowy. to się nazywa haj lajf.
skończyły się tłuste, lanserskie czasy... :)

(...)przecież jest kryzys(...)








PS nie jestem antysemitką. po prostu lubię gierki słowne i kontrowersyjne skojarzenia.








20: 54
24 stycznia 2009
kom



mam marzenie...kawiarniane marzenie...
ostatnio byłam/byliśmy w Cyklozie i Filtry Cafe.
oj jest o czym marzyć.
ale przecież marzenia się spełniają, prawda? :)



16: 13
29 stycznia 2009
kom



ogólnie historia mojego dzieciństwa nie jest zbyt ciekawa. jak większość moich historii zresztą. jednak patrząc na nią przez pryzmat mojego warszawskiego dziadka występuje tak zwana "skucha".
skucha, bo z dziadkiem najwięcej czasu jako młokos spędziłam. i skucha, bo dziadek to kolorowy człowiek.
nie w sensie, że czarnuch czy coś. po prostu osobliwość.

jak nie wszyscy wiedzą-wychowałam się na warszawskiej Pradze Północ, natomiast dziadka wychowała wojna. ciężko powiedzieć gdzie dokładnie, jednak potem próbował wychowywać mojego ojca w okolicach Bródna, by potem wybić na Grochów(albo Gocław jeśli kto woli). także dziadek obyty. wojna, Bródno, Grochów i te sprawy.

autobus linii 135 codziennie podrzucał dziadka z jego apartamentu na czwartym piętrze bez windy, do mojego na dziewiątym piętrze z dwiema windami. czyli dla zorientowanych w topografii Warszawy-mniej więcej z Ostrobramskiej do Ronda Starzyńskiego. niestety dziadek bardzo lubił jeździć tez swoim autem. co niejednokrotnie udowadniał przyjeżdżając po mnie pod szkołę (wówczas wczesno podstawową) swoim wozem. przeważnie wtedy gubiłam niespodziewanie worek z kapciami, musiałam siusiu, albo ubierałam się długo pozorując awarię suwaka. chodziło o to, by poczekać aż szkolna szatnia zupełnie się opróżni. bo przed szkołą stał trabant. trabant, a w nim dziadek w kapeluszu. jeżeli już udało mi się bezpiecznie i niepostrzeżenie wskoczyć na tylne siedzenie, zsuwałam się odpowiednio, by mijając przechodniów widoczny był co najwyżej czubek mojej głowy. potwornie nie lubiłam tego wozu. ile stresów będąc dzieckiem przez niego przeszłam. ale pamiętam też pozytywy trabiego.

na przykład, kiedy to dziadek przyjeżdżał mnie niańczyć, z powodu mojej awersji do przedszkola, wsiadaliśmy w trabanta i jechaliśmy na cmentarz bródnowski. dziadek miał tam mnóstwo znajomych. zarówno wśród leżących, jak i chodzących. ale dlaczego pamiętam coś pozytywnego o trabancie? otóż w bagażniku zawsze oprócz szpachelek* i innych cmentarnych sprzętów, znajdywało się miejsce dla mojego rowerka. także dziadek brykał po grobach, a ja szusowałam alejkami, ćwicząc w ten sposób naukę alfabetu i cyferek, bo przecież alejki właśnie tak są znaczone. raz nawet się zgubiłam, ale na szczęście mieliśmy umówiony czekpoint. był nim grób mojego pradziadka, przy którym stał słupek, pomalowany przez dziadka(a jakże) na niebiesko(co za cmentarna awangarda!). także tak.

w sumie wychowałam się częściowo na cmentarzu, może to dzięki temu mam w sobie całkiem niekulawe pokłady brunatnego humoru...

ale do rzeczy, trabant. dziadek dziś ma 81 lat, za sobą 55 lat małżeństwa i na koncie 3 trabanty. to się nazywa klient wierny marce. ostatni trabant jest moim rówieśnikiem. i ciągle jeździ. wprawdzie tylko w niedziele i tylko do kościoła, ale to zawsze jakiś ruch dla obu staruszków.
swoją drogą(!) dziadek nie powinien już jeździć.
nie wiem jak on wciska hamulec, bo nie ma już nawet siły na zejście z tego swojego czwartego piętra bez windy. w każdym razie śmiertelny dyskomfort z jazdy trabantem, strach przed ośmieszeniem się w oczach koleżanek i kolegów ze szkolnej ławy, dziś zwyciężył sentyment i sympatia do kartonowej namiastki motoryzacji.



*dziadek zeskrobywał szpachelką z grobów rozlaną parafinę, by w domu niczym we własnym zakładzie, przetapiać wosk i ponownie robić z niego znicze. kiedyś mówilibyśmy na to dziadostwo połączone ze skąpstwem. dziś jest to ekologia z recyclingiem.





23: 37
29 stycznia 2009
kom



byłam, wypiłam i wrócę. dla Warszawiaków i dla tych co bywają w stolicy.
Inżynierska 1.
moja "groźna" Praga Północ.
fajne miejsce.
czyli po prostu-fajny Melon.


















2017

październik

wrzesień

sierpień

lipiec

czerwiec

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń

2016

grudzień

listopad

październik

wrzesień

sierpień

lipiec

czerwiec

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń

2015

grudzień

listopad

październik

wrzesień

sierpień

lipiec

czerwiec

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń

2014

grudzień

listopad

październik

wrzesień

sierpień

lipiec

czerwiec

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń

2013

grudzień

listopad

październik

wrzesień

sierpień

lipiec

czerwiec

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń

2012

grudzień

listopad

październik

wrzesień

sierpień

lipiec

czerwiec

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń

2011

grudzień

listopad

październik

wrzesień

sierpień

lipiec

czerwiec

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń

2010

grudzień

listopad

październik

wrzesień

sierpień

lipiec

czerwiec

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń

2009

grudzień

listopad

październik

wrzesień

sierpień

lipiec

czerwiec

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń

2008

grudzień

listopad

październik

wrzesień

sierpień

lipiec

czerwiec

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń

2007

grudzień

listopad

październik

wrzesień

sierpień

lipiec

czerwiec

maj

kwiecień

marzec

luty

styczeń

2006

grudzień

listopad

październik

wrzesień

sierpień


















księga gości



ładnie proszę o nie kradzenie zdjęć, BO: prawka autorskie.
jeżeli podobają Ci się moje prace i chcesz ich użyć, skontaktuj się ze mną.

koka.skowronska@gmail.com

















The Comic Roids Project